Press "Enter" to skip to content

Moimi dziećmi najbliżej dotykam Boga

Długo już jestem mamą. I po wielokroć. Intensywnie i rozmaicie. Nowo pojawiające się maleństwa, którym pilnujesz każdego oddechu i te dorosłe, czasem bytujące na drugim końcu świata. Szczęśliwie rozskakane i te leczące rany pierwszych czy kolejnych rozczarowań. Dzieci. Takie istoty, z którymi jesteś zrośnięta na zawsze, ważniejsze dla ciebie niż ty sama. Pokazują, że miłość nie ma granic. Są zawsze sensem tego mojego ziemskiego epizodu.

Przyszłam tu nie po to, żeby napisać parę projektów, zrozumieć czy nie zrozumieć wszystko albo nic, nie po to żeby zgromadzić, zbudować, zasadzić, rozweselić czy towarzyszyć. Nie. To tylko przy okazji. Przy okazji tego co w moim życiu jest nie tylko najważniejsze, najpiękniejsze, najbardziej uczłowieczające ale przede wszystkim – najświętsze. Tego, że jestem mamą Bartka, Ignacego, Maurycego, Kostka, Emilki, Janka i Inki.

Moimi dziećmi najbliżej dotykam Boga. A może też odwrotnie?

W każdym bądź razie bez dzieci byłabym tylko fajna, otwarta, koleżeńską, kreatywną babką. To nędzna cząsteczka w porównaniu z tą duchowością, którą tak pod Niebiosa szybującą wyniosło moje macierzyństwo.

Dziękuję Boże za moje dzieci tak bardzo, że na próżno szukam słów, by określić ta skalę…

Basia Konarska

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »