Press "Enter" to skip to content

Milczenie Franciszka. Katalizator lewicowego ekstremizmu?

„Ale czy ktoś go jeszcze słucha?” – to pytanie słyszymy od konserwatystów i „tradycjonalistów”, próbujących przejść do porządku dziennego nad „osobliwym”, delikatnie mówiąc, pontyfikatem Franciszka.

Sytuacja katolików w Hongkongu, schizma Drogi synodalnej, apoteoza zaburzeń orientacji seksualnej i tożsamości płciowej głoszona przez katolickich hierarchów, rezolucja Parlamentu Europejskiego określająca aborcję jako „prawo człowieka”, radykalna agenda wdrażana przez „katolika” Bidena, flaga „Dumy” LGBT swobodnie powiewająca na ambasadzie USA przy Stolicy Apostolskiej i wreszcie niedawny spęd aborcyjno-genderowy w Paryżu z udziałem światowych przywódców, że nie wspomnę o pozamykaniu 99 procent kościołów podczas epidemii koronawirusa – to tylko pierwsze z brzegu wydarzenia, w sprawie których obecny Namiestnik Chrystusa zachowuje zastanawiające i budzące niepokój milczenie.

Przepraszam, właściwie czasem przerywa to milczenie – ale tylko po to, by wygłosić pochwałę niektórych ze wspomnianych zjawisk…

Kwiatki Franciszka

Modernizm jest herezją, która nie walczy z otwartą przyłbicą (przynajmniej nie od razu). To herezja pełzająca. Ostrzegał przed tym św. Pius X. Modernizm jako „synteza wszystkich herezji” nie potrzebuje występować partykularnie przeciwko tej czy innej prawdzie wiary. On podważa całą wiarę u podstaw poprzez zmianę paradygmatu wierności na paradygmat otwartości i dialogu. Dlatego „posoborowy” papież może jednego dnia całować „świętą” księgę nawołującą do zabijania chrześcijan, a drugiego ogłaszać kanonizację męczenników, którzy zginęli za to, że nie chcieli złożyć pokłonu fałszywym religiom i dalej nazywać się prawowitym następcą św. Piotra.

Wydaje się, że Franciszek wziął sobie do serca ów „charyzmat” papieża-Polaka i poszedł jeszcze dalej. Cały świat – stworzony przecież przez Boga! – zdaje się być dla niego areną braterstwa, które nie ogląda się na imponderabilia takie jak „tajemnica nieprawości” i grzech pierworodny, wobec których namiestnik Chrystusa na ziemi ma „rozeznawać duchy” i ogłaszać światu werdykt – które pochodzą od Boga, a które nie.

W czasie, gdy Komisja Europejska „przepycha” adopcję dzieci przez „małżeństwa” homoseksualne, Wikariusz Chrystusa spotyka się z Ursulą von der Leyen – oczywiście w „serdecznej atmosferze” – a po spotkaniu okazuje się, że „Unia Europejska i Stolica Apostolska dzielą te same wartości”. O „znaku sprzeciwu” wobec niegodziwych praw nie słyszymy nic. Wyrastają natomiast, jak grzyby po deszczu, kolejne „kwiatki Franciszka” – encykliki ekologiczne, wezwania do „sprawiedliwej dystrybucji dóbr”, w tym preparatów zwanych „szczepionkami na COVID-19”, które Watykan w oficjalnym dokumencie nazwał „jednym z największych osiągnięć medycyny”.

Oczywiście nie chodzi o to, że papieżowi „nie wolno” zabrać głosu w sprawie ochrony środowiska czy środków leczniczych – chodzi o proporcje. I o ducha. Ducha wierności Magisterium i misji głoszenia prawdy, upominania w porę i nie w porę – zawsze, bo prawda jest zawsze taka sama, nie zmienia się i nie dostosowuje do laickich agend zbawiania świata.

Klucze Piotrowe rdzewiejące w lamusie…

Wpływając na fali osłabienia autorytetu Stolicy Piotrowej, wskutek „kolegialistycznego” ciosu ojców soborowych, Franciszek nie tylko kontynuuje ich dzieło, ale nabrał przy tym tak daleko idącej fantazji, że – niczym jakiś Surfer Apokalipsy – jął na tej fali wyczyniać akrobacje, o których nie śniło się nawet jego modernistycznym poprzednikom.

Czego by nie powiedzieć o Janie Pawle II, którego ortodoksja i konserwatyzm były nader wybiórcze, to jednak trzeba przyznać, że świat musiał liczyć się z jego głosem, choćby w sprawie ochrony życia nienarodzonego. Również za Benedykta XVI kwestia ta nie pozostawiała pola do „swobodnej interpretacji”. Tymczasem za pontyfikatu Franciszka radykalizująca się światowa agenda pro-aborcyjna nie spotyka się z odporem prawdy z wysokości stolicy Kościoła. Wręcz przeciwnie – płyną z niej sygnały takie jak list kard. Ladarii, zalecający amerykańskim biskupom wstrzymanie prac nad dokumentem mającym uregulować zgodnie z Kodeksem prawa kanonicznego i nauczaniem Kościoła kwestię nieudzielania Komunii Świętej politykom, którzy sami wykluczyli się ze wspólnoty Kościoła poprzez składanie podpisów pod pro-aborcyjnymi przepisami i terrorem ideologii LGBT.

Gdy to wszystko się dzieje, w Watykanie pojawia się Chelsea Clinton i wzywa do globalnej cenzury treści internetowych, które nie płyną z głównym nurtem narracji na temat „jedynozbawczości” szczepionek na Covid. Po oficjalnym włączeniu się Watykanu w agendę architektów Wielkiego Resetu i koncernów farmaceutycznych okazuje się, że papieżowi nie przeszkadza nawet fakt, że niektóre z tych preparatów korzystają z „osiągnięć” przemysłu aborcyjnego, by dostarczyć ludzkości remedium na korona-kryzys. Na temat idących w grube tysiące oficjalnie potwierdzonych zgonów po przyjęciu owych „szczepionek” Franciszek również milczy. Podobnie jak o zamachu na swobody obywatelskie nie wyszło z jego ust ani jedno słowo.

Czy ktoś go jeszcze słucha…?

Wchodząc na chwilę w styl arcybiskupa Viganò – myślę, że głos Watykanu w sprawie szczepień ma nie tylko poniżyć „majestat Tronu Błogosławionego Apostoła Piotra” i zniweczyć prestiż „Świętych Kluczy”, ale jednak też przyczynia się do skuteczności tej gehenny szczepionkowej i szerzenia kłamstwa Wielkiego Resetu.

Nawet jeżeli uznamy, że nikt przy zdrowych zmysłach nie traktuje już tego papieża poważnie, to i tak pozostaje opłakiwać upokorzenie, jakie sprowadza on na Stolicę Biskupa Rzymu, która w intencji jej Boskiego Fundatora ma być autorytetem nieugiętym wobec nacisków świata i prowadzącym wyłącznie własną narrację, wypływającą z Serca Zbawiciela i z „koherencji” objawienia, jakie przekazał On w Tradycji apostolskiej.

Zmierzając do tytułowego pytania, wypada zauważyć, że rewolucja neomarksistowska dziwnym trafem podnosi głowę aż tak hardo właśnie za pontyfikatu Franciszka. Zbieg okoliczności? Może. Ale zważywszy na stopniową kapitulację „soborowych” papieży wobec walki pomiędzy civitas Dei i civitas mundi, mamy obecnie do czynienia z momentem krytycznym tego dryfowania ku paraliżowi bezradności… Schowanie prawdy pod korzec przez Namiestnika Chrystusa sprawia, że rządy przestają oglądać się na resztki społecznego przywiązania do konserwatywnego światopoglądu i bezpardonowo wdrażają radykalne lewicowe agendy.

Alleluja i do przodu!

Zaraz pozostanie nam jedynie klęknąć (przepraszam, ustawić się w kolejce!) obok Joe Bidena, Nancy Pelosi i któregoś z prominentnych protestantów niemieckich, by w braterskim kole przyjąć Ciało Pańskie, wszak to „decyzja sumienia” i „sprawa prywatna”. A wola Boża, walka o czystość wiary, o wierność prawdziwej religii…? Cóż, zostawmy to innym. Rozgrzeszy nas Anioł Powszechnego Zbawienia, a sumienia uspokoi balsamem kojącej nirwany inkluzywne marzenie o nowym Jeruzalem…

Filip Obara
/dorzeczy.pl/

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »