Press "Enter" to skip to content

Niebezpieczne zabawy z konopiami

Polscy celebryci z łatwością mówią o narkotykach, jakby nie było w nich nic złego. To szalenie niebezpieczny sygnał.

Narkotyki w życiu polskich „wyższych sfer” to takie udawane tabu. Od czasu do czasu ktoś przyzna się z minką cnotki do sporadycznego użycia marihuany. Wydaje się wtedy, że i narkotyki są w porządku, i ci, którzy ich – jak deklarują – bardzo sporadycznie używają.

Potrzeba dopiero poważniejszego skandalu, który nagłośnią środki masowego przekazu, by publiczność przypomniała sobie, że narkotyki są w Polsce nadużywane, że niszczą ludzi, degenerują ich życie. I że ich rozprowadzanie jest zakazane. Jeśli jednak posiadanie i zażywanie narkotyków zaczyna się w społecznej świadomości łączyć z wysoką pozycją społeczną celebrytów, to siła ich rażenia niestety wzrasta. Można rzeczywiście powątpiewać, czy ujawnianie afer narkotykowych z udziałem celebrytów ma jakiś prewencyjny wpływ na postawy społeczne, czy do narkotyków zniechęca.

Jako odbiorcy informacji i rozrywki przez ostatnie sto lat rozwoju mediów wykształciliśmy w naszych umysłach rozmaite mechanizmy, które pozwalają nam do pewnego przynajmniej stopnia odsiewać intencje nadawcy od treści przedstawiających się jako fakty. Oczywiście autorzy i nadawcy treści ścigają się z naszymi umysłowymi „przeciwciałami” w sztuce manipulacji i często wygrywają, ale jednocześnie my – jako odbiorcy – też nauczyliśmy się widzieć w mediach to, co chcemy widzieć. Socjologowie zauważają, że ludzie w bezbłędny sposób odczytują zachowania „klasy wyższej” jako wzorcowe dla siebie. Dlatego też – szczególnie w czasach mediów masowych – różne mody, które miałyby charakter niszowy i związany tylko z określonymi grupami społecznymi, stały się praktyką czasem nawet globalną. Za przykład procesów umasowienia zachowań „elitarnych” uważa się np. antynatalizm, ateizm czy otwarcie deklarowany permisywizm moralny. Podobnie działa przekaz dotyczący narkotyków.

Konopna reklama

Weźmy przykład niewinny. Pod koniec zeszłorocznego lata popularna piosenkarka Cleo odwiedziła telewizyjny show Kuby Wojewódzkiego. W pewnym momencie rozmowa żartobliwie zeszła na palenie blantów, czyli marihuanowych skrętów. Cleo zadeklarowała, że trzyma się z daleka od substancji psychoaktywnych, ponieważ boi się ich działania. Wspomniała swoje – jak mówiła jedyne – próby zapalenia skręta. „Mamo, tato, to był tylko raz” – mówiła, zwracając się do swoich rodziców. Z jednej strony można powiedzieć, że artystka zachowała się dobrze – zdystansowała się wobec narkotyków. Z drugiej zaś strony temat ten został wprowadzony do programu tak, jak gdyby chodziło o jakiś rodzaj cukierków, które można lubić lub nie. Tymczasem dystrybucja narkotyków jest w Polsce karalna, a mało kto wchodzi w ich posiadanie dzięki własnej uprawie czy produkcji, która zresztą także jest zakazana. Zapewne ktoś Cleo poczęstował tym skrętem. Nie zmienia to jednak wymowy takich programów jak ten Wojewódzkiego – narkotyki coraz częściej pojawiają się jako element stylu życia, skręt staje się akceptowalnym rekwizytem, a na podwarszawskich osiedlach zamieszkanych przez klasę średnią nieraz czuć niosący się zapach „zioła”.

W tym czasie, gdy nagrywany był program z Cleo, Wojewódzki razem z Januszem Palikotem prawdopodobnie przygotowywali już jeden ze swoich komercyjnych projektów, czyli markę piwną Buh. Piwa z tej serii zawierają susz konopny. Jak twierdzi znany piwny recenzent Tomasz Kopyra, wbrew temu, co pierwotnie można było przeczytać w mediach, napój – produkowany w wersji alkoholowej i bezalkoholowej – nie zawiera ani legalnego oleju konopnego CBD, ani tym bardziej także zakazanego psychoaktywnego związku THC.

Jednak otoczka marketingowa Buha bez wątpienia przyczyniła się do popularyzacji narkotyków jako elementu stylu życia. Buh przez pewien czas pojawiał się w teledysku hiperpopularnej wśród dzieci i młodzieży znanej z YouTube Ekipy Karola „Friza” Wiśniewskiego. Działa tu mechanizm nieco podobny jak przy piwie bezalkoholowym – dociera ono do konsumentów, którzy wcześniej napojami piwnymi nie byli zainteresowani. Wytwarza przychylną kulturą picia piwa przez nieletnich poza kontrolą rodziców. Gdy znajdą się oni już w kręgu konsumentów, przejście na napój alkoholowy okaże się prostsze. Oczywiście kontrargument jest tu taki, że jakiś odsetek piwnych konsumentów porzuci alkohol dla napoju zeroprocentowego. Jednak w przypadku posługiwania się marketingowymi nawiązaniami do marihuany można mówić tylko o ruchu w kierunku promocji przemysłu narkotykowego – to nisza, która się dopiero rozszerza. Przemysł legalnych używek oparty na konopnych kannabidiolach (CBD) niezawierających psychoaktywnego tetrahydrokannabinolu (THC) rozwija się dziś dynamicznie ze względu na nikłe skutki uboczne CBD i jego właściwości poprawiające samopoczucie. Jednocześnie poprzez marketingową otoczkę słabnie psychologiczna granica pomiędzy tym, co szkodliwe, a tym, co nieszkodliwe. Między miękką używką a królestwem narkotyków.

Poprzez konopną reklamę posłuch znajdują tacy ludzie jak Kamil Sipowicz, prywatnie mąż zmarłej w 2018 r. wokalistki zespołu Maanam, Kory Jackowskiej, który w przeszłości wielokrotnie opowiadał się za legalizacją marihuany przepisywanej ze względów medycznych. Tę zmianę przeprowadził PiS w roku 2017. Sipowicz nazwał ją wielkim krokiem. Czy mamy oczekiwać następnego? Sipowicz mówił też swego czasu, że polskie ustawodawstwo antynarkotykowe jest „gorsze” od tego z czasów totalitaryzmu. Przypomnijmy, że gdy w 2012 r. w domu Kory Jackowskiej i Sipowicza znaleziono marihuanę, Kuba Wojewódzki napisał w mediach społecznościowych: „Dzielni policjanci wtargnęli do domu Kory Jackowskiej i odkryli, że artystka posiada 3 gramy maryśki. Zatrzymano ją. Gdyby żyła Wisława Szymborska, można by ją zaskarżyć za posiadanie nikotyny. Władek Broniewski beknąłby za pełny barek, a Wilhelm Sasnal za zapas rozpuszczalnika”.

Jak picie piwa?

Dziennikarz i menedżer muzyczny Maciej Piasecki w czasie, gdy dyskutowano sprawę Kory, mówił, że polskie prawo nie nadąża za realiami, a realia są takie, że ludzie traktują palenie skrętów jak picie piwa. Typowe argumenty promarihuanowe powtarzał też w zeszłym roku dla portalu money.pl Janusz Palikot – ten sam, od Buha: „Nawet nie wiadomo, czy marihuana to miękki narkotyk, ale nawet przyjmując tę definicję, to przecież w porównaniu z wódką, w porównaniu z papierosami, to jest dużo mniej szkodliwy środek”. Kłopot polega na tym, że w przypadku alkoholu mamy już „problem alkoholowy” do rozwiązania. Podobnie jest z rakiem płuc. Czy potrzebny nam jest jeszcze narodowy „problem narkotykowy”? Trwałe używanie THC powoduje przecież m.in. zmiany otępienne mózgu. Zapytajmy jeszcze, jak daleka jest droga od wypalenia skręta do wciągnięcia kokainowej kreski?

Skutki

Wszystko może się wydawać „fajne” dopóty, dopóki nie trafiamy na takie historie jak ta, którą opowiadał mediom w zeszłym roku nastoletni aktor Witold Sosulski, znany z seriali telewizyjnych. Sosulski jako 14-latek trafił do ośrodka terapii uzależnień. Znamy też historie z relacji Krzysztofa Krawczyka, który swoim rockandrollowym, także narkotycznym życiem zniszczył sobie zdrowie. Obaj mieli wiele szczęścia, że w pewnym momencie wydobyli się z zależności od twardszych używek. Krawczyk mówił wprost: „To jest duża pomoc Boża, że ja nie jestem alkoholikiem i narkomanem”.

O tym, jak wygląda człowiek znany m.in. z tego, że napisał książkę o narkotycznym imprezowaniu w warszawskich klubach, mógł się niedawno przekonać każdy, kto obejrzał wywiad Krzysztofa Stanowskiego z lewicowym poetą Jasiem Kapelą na youtube’owym Kanale Sportowym. Gdy w roku 2019 nakładem wydawnictwa Czerwone i Czarne ukazała się książka Kapeli „Warszawa wciąga”, media ustawiły się w kolejce, by ją recenzować i przeprowadzać z autorem wywiady. Te ostatnie zaś przeradzały się w swoiste akcje promocyjne narkotycznego life style’u. Powyższe przebłyski z polskiego „życia wyższych sfer” można by mnożyć. Prowadzą one do swoistego jądra ciemności rodzimego high life’u, którego fragment pokazała nam sprawa „dilera celebrytów” Cezarego P., skazanego za handel narkotykami, którą opisał w swojej książce Piotr Krysiak.

Cezary P. miał przynajmniej 237 stałych klientów, a wśród nich znaleźli się syn byłego premiera, aktorzy, znane postacie mediów, wzięci muzycy. Filip W., były kandydat na posła z list PiS, ponoć niedoszły wiceminister sportu w rządzie Beaty Szydło – jedyna osoba, która przyznała się do uzależnienia i kontaktów handlowych z Cezarym P. – mówił, że sam wydał ok. 750 tys. zł na kokainę. W 2019 r. dodawał także, że miał ok. 100 tys. zł długu wobec dilera. Można zrozumieć, że dla takich ludzi zakazy związane z marihuaną są śmiechu warte. Jacy ludzie byli klientami Cezarego P.? Jak mówił w jednym z wywiadów Piotr Krysiak – tacy, dla których wydanie 5 tys. zł w jeden wieczór nie stanowi problemu. Stać ich na narkotyki, stać na terapie odwykowe albo trwanie w nałogu. Rzeczywistość „niższych sfer”, które w narkotyzowaniu się zobaczą jakiś rodzaj szansy na aspirację do tych „wyższych”, przynajmniej w imprezowaniu, kończy się często – jak możemy przeczytać w tekście Piotra Filipczyka opublikowanym po wywiadzie Stanowskiego z Kapelą pt. „Dla ciebie nie ma ratunku, czyli co ćpają nasze dzieci” – śmiertelnym cyklem: ciąg – odwyk – szpital psychiatryczny – detoks – ciąg. W pewnym momencie ten cykl się urywa. Często na zawsze, w najgorszy możliwy sposób.

Tomasz Rowiński

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »