Press "Enter" to skip to content

Zychowicz komentuje: dzieci bez wdzięczności

Z polskim narodem jest jak z rodzicami i ich dziećmi. Bez gwarancji. Ot, rodzice dwoją się i troją, a nawet czworą, matka zajmuje się sztuką, ojciec jest architektem, obydwoje tworzą, kreują i stwarzają, aby wypracować jakiś wzorzec albo schedę dla swoich potomnych. Tymczasem ich dzieci? Zupełna abnegacja. A po co to? A na co? I dla kogo? A co ja frajer jestem? I tak wszyscy umrzemy. Trzeba się bawić, bo szkoda życia. Dziś jestem dziewczyną, jutro będę chłopakiem. Kto tam wie, co komu pisane…

Żebym był dobrze zrozumiany. Zarówno rodzice mają prawo do tego, żeby tworzyć i stwarzać, jak i ich dzieci mają prawo do tego, żeby tylko się bawić. Oczywiście niech sobie na tę “tylko zabawę” zarobią, a nie ciągną od rodziców. Model włoski jest dobry, ale tylko we Włoszech. Rodzice na swoje pasje musieli sobie zapracować. Do czego jednak zmierzam. Ano do tego, że od dzieci nie ma co i nie należy oczekiwać wdzięczności. Ot, nasi praojcowie z ust do ust przekazywali sobie tradycję, przy świecach czytali Mickiewicza, gnili w więzieniach i przelewali za to swoją krew. A wszystko po to, aby dzisiejszy statystyczny młody Polak miał gdzieś polską historię i tradycję, marzył o zachodzie, czymkolwiek on jest, i bezkrytycznie oddawał swoją duszę Unii Europejskiej za garść paciorków. Ergo nie ma o co kruszyć kopii. Jak mawiała babcia Andrzeja Poniedzielskiego: “Oj, kochanieńki, bo na dziecko to trzeba trafić”. I tu już właściwie nie ma co dalej…

Szymon Zychowicz

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »