Press "Enter" to skip to content

Grzech nie jest problemem

Tak, tytuł tego felietonu jest oczywiście skrótem myślowym i delikatną zaczepką. Jest ona jednak zasadna, bo zwraca uwagę na aspekt, o którym czasem w Kościele zapominamy: Bóg może wyprowadzić nas z każdego zła. Jeśli tylko Mu na to pozwolimy.

Każde zło ma swoje konsekwencje. Grzech nie jest wyłącznie zrobieniem Panu Bogu na złość. Każdy grzech pociąga za sobą negatywne skutki dla nas i dla innych. Jest zaburzeniem jakiejś równowagi i porządku. Wszystko jednak da się naprawić. O ile sami często jesteśmy bezradni wobec bałaganu, który zdarza nam się w życiu narobić, to Pan Bóg zawsze ma pełną kontrolę nad sytuacją. Kluczowe jest więc to, jak zareagujemy na grzech. Czy będziemy sklejać rzeczywistość po swojemu, czy oddamy ją Temu, który wie jak naprawić zniszczenia i przede wszystkim uwalnia nas od potępienia.

Jezus bierze grzech na siebie

„Dla Kościoła grzech nigdy nie jest problemem. I oczywiście nie jest to zachęta, by grzeszyć. Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek zostaje ze swoim grzechem sam, to znaczy kiedy nie daje Bogu szansy, żeby On się nim zajął” – piszą o. Dominik Jurczak i o. Dominik Jarczewski, dominikanie, w książce „Nerw święty”. To zapis bardzo ciekawych rozmów o liturgii, ale jak widać nie tylko.

Jest taki popularny mem, który nawiązuje do kultowego teleturnieju telewizyjnego 1 z 10. Jezus jest tam przedstawiony jako uczestnik, który słysząc kategorię „grzechy świata” odpowiada: „na siebie”. To zabawne, ale jednocześnie bardzo namacalne ukazanie tego, że Chrystus bierze na siebie konsekwencje całego zła tego świata. Bezwarunkowo. W tym sensie grzech nie jest problemem, bo na świat przyszedł Ten, który go pokonał i wziął „na siebie”. Nieszczęście pojawia się wtedy, kiedy człowiek myśli, że sam sobie ze wszystkim poradzi. I zamiast szukać ratunku, jest przekonany, że nie potrzebuje pomocy Zbawiciela.

Nic się nie stało?

Nie można dawać sobie wewnętrznego przyzwolenia na to, aby grzeszyć. To jasne. Ale też z drugiej strony należy chyba zaakceptować fakt, że grzech będzie się w naszym życiu pojawiał. Niestety. I wcale nie chodzi o to, że buntujemy się przeciwko Bożym planom, ale przede wszystkim o to, że jesteśmy słabi. W liturgii godzin możemy znaleźć hymn, którego fragment brzmi: „Pochyl się, Panie, nad ludzką niedolą, nad naszym grzechem i naszą słabością; która nie zawsze jest buntem przed Tobą, lecz tylko nędzą człowieczą”.

Oczywiście, zło trzeba naprawiać. Tym, których skrzywdziliśmy trzeba zadośćuczynić. Zawsze powinniśmy też żałować, że przez nas doszło do jakiegoś konkretnego zła. Nie chodzi o to, żebyśmy szukali taniego usprawiedliwienia czy migali się od odpowiedzialności wymówką, że na grzech można machnąć ręką. Nie! Ale każdą naszą „nędzę” możemy i powinniśmy zanieść do konfesjonału. Bo tam możemy się z nią ostatecznie rozprawić, dzięki Zbawicielowi, który mówi: biorę to na siebie.

Michał Jóźwiak

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »