Press "Enter" to skip to content

Przychodzi nieustannie

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”. (Mt 11,28-30)

Przychodzi do nas

Pierwszym, który przychodzi jest właśnie On, nasz Pan, Jezus Chrystus. Ta dynamika jest niesamowita. Bóg przychodzi do swoich stworzeń. Nie męczy się nawiedzaniem. Pierwszą zaś, jakże wymowną wzmianką o Jego przychodzeniu jest opis z Księgi Rodzaju, w którym czytamy, że człowiek spotykał się z przychodzącym Stwórcą w porze łagodnego powiewu.

Drugim jakże ważnym jest pełnia czasów, w której – gdy nadeszła – zesłał Bóg Jezusa Chrystusa, Syna na ziemię, aby zbawił ludzkość, aby przywrócił pierwotny porządek. Przyszedł do swoich, napisał Jan ewangelista i niestety, dodał, iż swoi Go nie przyjęli.

Będąc na ziemi Jezus Chrystus nieustannie przychodził do człowieka, do jego domu, do relacji, do codzienności – do życia! I nie zaniechał tego działania po Wniebowstąpieniu. Został z nami po wszystkie dni aż do skończenia świata w szczególnej, eucharystycznej obecności. Bóg jest pierwszym, który przychodzi ku nam.

Nie mogę żyć bez C(c)iebie

Słyszymy zachętę-zaproszenie: Przyjdźcie do Mnie! Potrzeba bowiem zwrotu ku Bogu. Ogólnie rzecz ujmując idzie o nawrócenie (zwrócenie się ponowne, na nowo, po raz kolejny). Przyjście do Pana skutkuje spotkaniem spojrzeń i serc. Następuje „uwięzienie” tzn. nawiązanie więzi. Nie mogę żyć bez ciebie – rzecze Bóg. Nie mogę istnieć bez Ciebie – ogłasza człowiek.

Pada określenie targetu – przychodzą wszyscy, którzy są utrudzeni i obciążeni. Tak naprawdę, gdy człowiek jest zmęczony to niewiele mu się chce. I właśnie wtedy trzeba się zwracać ku Bogu, do Niego przychodzić. Rzekłbym zwłaszcza wtedy, by nie zwyciężyła pokusa lenistwa.

Przychodzimy do Niego, by oddać Mu nasz ciężar. Przedziwne to jest, że On przychodzi, by wziąć na siebie nasze obciążenia, nasze choroby i smutki, nasze trudy, a my przychodzimy, by zrzucić z siebie to wszystko. Czy dociera do mnie przemiana, która się dokonuje w świetle Jego Oblicza, wszak przychodząc do Niego staję przed Nim?!

Pójdę z wami

Przyjdźcie, a Ja was pokrzepię. U proroka Ezechiela (rozdz. 34) jest passus, w którym przez usta proroka Pan mówi: Ja sam… zaopiekuję się owcami. Bóg sam to czyni. Dodaje siły! Krzepi! Pokrzepia! Nie polega to na tym, że zabiera od nas odpowiedzialność za życie, że nie pozwala nam decydować, że stajemy się laleczkami w rękach Boga.

Jego przyjście i moja odpowiedź tym samym prowadzą do tego, że biorę życie na serio, z całą odpowiedzialnością, na dobre i na złe. Dlatego ten, który przychodzi do Pana słyszy: Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie. Nie wkładajcie swojego życia na barki innych. Podejmijcie je! Jak? Jak Jezus Chrystus.

I tutaj padają konkrety: bo jestem łagodny i pokorny sercem. Z łagodnością i pokorą, które nie wykluczają odwagi i męstwa. Oddając jak Syn swoje życie Ojcu. Albowiem tylko w Nim znajdziemy ukojenie dla dusz naszych. Tylko w Nim odkryjemy, że przyjście do Niego (nawrócenie) przemienia sposób patrzenia: Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.

o. Robert Więcek SJ

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »