Press "Enter" to skip to content

Biskup pośrodku nagonki

Zmarły niedawno ks. abp Henryk Hoser przyjął na siebie rolę polemisty ze współczesnym światem. A tym samym rolę obrońcy Polski przed antychrześcijańską rewolucją. Przez lata płacił za to wysoką cenę.

Były ordynariusz warszawsko-praski był również jednym z tych polskich biskupów, którzy stanęli na drodze progresywnej rewolucji w Kościele.

Kiedy papież zwołał w październiku 2015 r. synod biskupów ds. rodziny, kościelni postępowcy zacierali ręce. Oczami duszy widzieli już Kościół przeflancowany na modłę protestanckich wspólnot, w których w pojęciu rodziny mieści się też para mieszkających ze sobą homoseksualistów, a rozwód uważa się za sprawę równie naturalną jak zawarcie drugiego, trzeciego i kolejnego małżeństwa.

Chociaż już po synodzie papież opublikował wzbudzającą rozliczne polemiki adhortację „Amoris laetitia”, to nie znalazł się w niej wprost ani postulat rozgrzeszania i udzielania Komunii Świętej rozwodnikom żyjącym w nowych związkach, ani błogosławieństwa par homoseksualnych. Stało się to w dużej mierze dzięki reprezentującym polski Kościół biskupom Gądeckiemu, Wątrobie i Hoserowi właśnie. To ta trójka, używając argumentów ze świata wiary i rozumu, niestrudzenie broniąc nauczania Jana Pawła II, potrafiła przekonać część biskupów, którzy zablokowali plany niechrześcijańskich zmian. W rozmowach z kapłanami i obserwatorami z innych krajów Europy i Afryki, które toczyłem wówczas jako wysłannik PCH24.pl w Rzymie, wynikało jasno – jeśli polscy biskupi pękną, to pęknie cały konserwatywny blok pozostający na tym synodzie w mniejszości. Nie pękli.

Przyczyniła się do tego twarda postawa abp. Henryka Hosera. Jeszcze przed synodem mówił w kontekście popierania rozwodów przez kapłanów: „Kościół w praktyce duszpasterskiej zdradził Jana Pawła II”. W trakcie obrad synodu recenzował biskupów z Zachodu następującymi słowami: „Z przykrością muszę stwierdzić, że nauczanie św. Jana Pawła II na temat małżeństwa i rodziny nie jest znane wielu ojcom synodu. Jest to niestety już w tej chwili biała plama w naszej kościelnej świadomości. W samym tekście dokumentu roboczego synodu znajdujemy bardzo mało odnośników do nauczania papieża. Przypomnijmy fundamentalne dla nauczania Kościoła o małżeństwie dokumenty, jak adhortacja apostolska »Familiaris consortio« czy »List do rodzin«. Nie można owocnie i skutecznie prowadzić kolejnego synodu o rodzinie bez znajomości choćby tych dwóch tekstów”.

Katolicka bioetyka kontra świat

Polscy biskupi nieprzypadkowo zdecydowali, że na synodzie ds. rodziny reprezentować ich będzie, obok przewodniczącego Konferencji Episkopatu abp. Stanisława Gądeckiego oraz przewodniczącego Rady ds. Rodziny KEP bp. Jana Wątroby, właśnie abp Hoser. Już wcześniej wszak Polacy poznali tego duchownego jako obrońcę tradycyjnego nauczania moralnego Kościoła.

Były metropolita warszawsko-praski – szczególnie w latach pełnienia funkcji przewodniczącego Zespołu Ekspertów ds. Bioetycznych KEP – zachęcał polskich katolików do przeciwstawienia się antychrześcijańskim rozwiązaniom prawnym proponowanym przez nadwiślańskich polityków. To właśnie pod przewodnictwem abp. Hosera gremium to reagowało na wszystkie najważniejsze zagadnienia dotyczące prawnych i etycznych zagadnień w służbie zdrowia, jakie pojawiły się w polskiej debacie publicznej. W swoich oświadczeniach Zespół wystosowywał zawsze głęboko udokumentowane wskazania na temat tego, jak Kościół w Polsce ustosunkowuje się do takich kwestii jak zapłodnienie in vitro, aborcja, transplantacje organów, eutanazja, szczepienia, ochrona genomu ludzkiego czy klauzula sumienia lekarzy.

Powodowało to furię zarówno polityków rządzącej wówczas Platformy Obywatelskiej, jak i jej medialnych klakierów, dążących do zaprowadzenia w Polsce rewolucji obyczajowej na modłę zachodnią.

Jednym z najgłośniejszych momentów polemiki arcybiskupa z antychrześcijańską publicznością było opublikowanie w kwietniu 2013 r. dokumentu apelującego o ochronę życia. Najgorszym przewinieniem hierarchy – oczywiście według wszelkiej maści postępowców – było podkreślenie istoty zagrożeń dla życia ludzkiego w fazie prenatalnej. Arcybiskupa zapamiętano jako tego, który już w 2010 r. kategorycznie i odważnie zapowiedział, że posłowie, którzy świadomie poprą ustawę dopuszczającą metodę in vitro, mrożenie i selekcję zarodków, „automatycznie będą poza wspólnotą Kościoła”.

Media atakowały biskupa i na siłę szukały „specjalistów” mogących dyskutować z założeniami dokumentu przyjętego przez episkopat. Pojawił się jednak problem – na czele kościelnej komisji bioetycznej stał bowiem lekarz. Arcybiskup Hoser był wszak z wykształcenia medykiem – zanim został palotynem, ukończył studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Warszawie, pracował na akademii w Zakładzie Anatomii Prawidłowej na stanowisku asystenta oraz jako lekarz prowadzący oddziału internistycznego.

W związku z tym w ostrych słowach z nauczaniem abp. Hosera dyskutowali głównie ludzie zarabiający na in vitro. Za pośrednictwem lewicowych mediów zarzucano hierarsze kłamstwo, zacofanie, złą wolę.

Arcybiskup Hoser należał to tych lekarzy i hierarchów, którzy ochronę życia traktowali bardzo poważnie, choć przyjął zaskakujące stanowisko wobec obywatelskiego projektu ustawy z roku 2016. Wtedy wraz z kilkoma innymi biskupami dał się przekonać, że słynne już „karanie kobiet” zapisane w ówczesnym projekcie było „nie do przyjęcia”. Tamto zdanie biskupów pozwoliło PiS przesunąć decyzję w sprawie zakazu aborcji dopiero na rok 2020.

Przeciw rewolucji

Arcybiskup Henryk Hoser potrafił przeciwstawić się największej spośród fal rewolucji kulturowej – rewolucji LGBT. Nazywał genderyzm „herezją groźniejszą niż marksizm”. Zauważał, że ideologia gender uniemożliwia realizację boskiego planu zbawienia człowieka. Ostro krytykował także jedną z najważniejszych części składowych ideologii gender – feminizm.

Duchowny – już jako biskup emeryt – nie wahał się przypomnieć, że ruchy spod znaku LGBT to „ruchy niszczycielskie, ideologiczne i bardzo groźne w szczególności dla młodzieży, która nie ma jeszcze określonych poglądów dotyczących sensu życia małżeńskiego oraz rodzinnego”.

W ostatnich latach, gdy abp Hoser był już na emeryturze, rolę pierwszego głosu sprzeciwu wobec walącej w Polskę zewsząd homorewolucji wziął na siebie metropolita krakowski Marek Jędraszewski. Po porównaniu „tęczowej zarazy” do „czerwonej zarazy” sprzed stu lat został zaatakowany przez posłuszne antychrześcijańskiej rewolucji szczekaczki. Jednym z pierwszych hierarchów, którzy wsparli krakowskiego pasterza, był właśnie abp Hoser.

Atakowany za wszystko

Do obowiązków biskupich należą jednak oczywiście nie tylko wypowiedzi, nawet te najostrzejsze i dotykające najważniejszych tematów życia publicznego. To przede wszystkim współpraca z podległymi pasterzowi kapłanami.

Polscy biskupi w ostatnich latach przyzwyczajali nas do wyciągania konsekwencji jedynie wobec kapłanów o odchyleniu konserwatywnym. Tych karać jest łatwo – media, tak ateistyczne, jak wydawane przez kurie biskupie, często temu przyklaskują. W diecezji zarządzanej przez abp. Hosera posługiwał jednak kapłan niepodejrzewany o konserwatyzm, a mianowicie Wojciech Lemański. Ksiądz udzielał kuriozalnych wypowiedzi medialnych, brylował w mediach „mętnego nurtu”, jawnie sprzeciwiając się swojemu zwierzchnikowi. Został przez abp. Hosera wysłany na emeryturę.

W rewanżu Lemański oskarżył arcybiskupa o „niestosowne zachowania” wobec niego. Stało się to w czasie, gdy polskie media coraz częściej informowały o wykorzystaniu seksualnym wśród ludzi kleru, w tym samym roku, w którym na jaw wyszły homoseksualne wyczyny nuncjusza Wesołowskiego na Dominikanie. Lemański, wypowiadając się o abp. Hoserze, przywołał nazwisko kard. O’Briana, posądzanego o molestowanie kleryków. Wiadomość natychmiast rozeszła się po portalach internetowych. Dopiero po kilku godzinach ks. Lemański zaprzeczył, że chodziło o jakikolwiek seksualny podtekst owych „niestosownych zachowań”. Dwa dni później wyjaśnił, że miał na myśli rzekomo zadane mu przez zwierzchnika pytanie: „Czy jest obrzezany?”. Kuria natychmiast temu zaprzeczyła, ale awantura w mediach, rzecz jasna, nie ustawała tygodniami.

Arcybiskup był jednak przyzwyczajony do pozostawania w centrum medialnej nagonki. Oskarżano go o wszystko, co najgorsze – według „Newsweeka” miał być odpowiedzialny nawet za ludobójstwo w Rwandzie (sic!), wśród którego ofiar znaleźli się również czterej biskupi, 150 kapłanów i 140 zakonnic. Arcybiskup Hoser w czasie, gdy trwała rwandyjska rzeź, nie był nawet obecny w tym kraju…

Jednym z najbardziej kuriozalnych ataków był skoordynowany wystrzał medialnych dział za słowa hierarchy o Cudzie nad Wisłą. Ordynariusz warszawsko–praski podkreślał bowiem, że zwycięstwo nad bolszewikami było wynikiem potrójnego cudu: jedności narodowej, sztuki militarnej i Bożej Opatrzności. Przypomniał też, że w nocy z 14 na 15 sierpnia miał także miejsce cud objawienia się Najświętszej Maryi Panny nad oddziałami Armii Czerwonej. Paweł Wroński w „GW” oraz Tomasz Lis w „Newsweeku” oraz podobni im twórcy antykatolickiego klangoru wyśmiewali arcybiskupa, używając niewybrednej stylistyki rodem z PRL-owskich pisemek partyjnych.

Bóg jest większy

Arcybiskup Henryk Hoser zmarł 13 sierpnia w Warszawie. Przez cały okres swego posługiwania jako ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej zmagał się z furiackimi atakami, jako ten z członków episkopatu, który wziął na siebie zadanie (nieoczywiste dziś nawet dla wielu biskupów) obrony wiary i jej zasad moralnych. Ataki znosił mężnie, poczytując je za honor – zgodnie ze swoją biskupią dewizą: Maior est Deus (Bóg jest większy).

Owo doświadczenie zmarłego pasterza, przez lata pozostającego zwierzyną dla rozochoconych antychrześcijańską nagonką publicystów, pozostaje nauką na najbliższą przyszłość zarówno dla jego braci w biskupstwie, jak i dla świeckich. Pamiętał on bowiem słowa Chrystusa: „Sługa nie jest większy od swego pana. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was prześladować będą”.

Krystian Kratiuk

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »