Press "Enter" to skip to content

O najnowszych planach gettoizacji katolików

Wypowiedź Sławomira Nitrasa o konieczności opiłowywania katolików z rzekomych przywilejów jest bardzo symptomatyczna i zapowiada, że dojście w Polsce do władzy liberałów może oznaczać niespotykane dotąd ograniczanie polskiej demokracji.

Nitras od dawna stał się głównym platformerskim rozrabiaką i prowokatorem. Cóż partie mają takich ludzi. Skoro jednak prezentowane przez nich wypowiedzi i kolejne wyskoki nie spotykają się z żadna reprymendą, należy uznać, że ich głos prawomocnie reprezentuje stanowisko ugrupowania, z którego się wywodzą.

Rozumiem reakcję kard. Kazimierza Nycza, który wypowiedź Nitrasa obrócił w żart mówiąc, że Kościół sam siebie opiłowywuje. Być może metropolita warszawski uważa, że należy posła PO i jemu podobnych lekceważyć jako nieszkodliwych krzykaczy. Jednak lekceważenie nie jest dobrym narzędziem by zrozumieć sprawy publiczne, szczególnie, że słowa Nitrasa współgrają z innymi autoryzowanymi wypowiedziami ludzi z kręgu Platformy Obywatelskiej.

Przypomnijmy o jakie słowa chodzi: “Uważam, że za naszego życia, może nawet w tym pokoleniu, dojdzie do tego, kiedy katolicy w Polsce staną się mniejszością. (…) Ale dobrze, żeby to się stało w sposób nie gwałtowny, żeby to się stało w sposób racjonalny, a nie na zasadzie pewnej zemsty, ale na zasadzie, że to jest uczciwa kara za to, co się stało. Musimy was opiłować z pewnych przywilejów, dlatego że jeżeli nie, to znowu podniesiecie głowę” –stwierdził Nitras w szeroko komentowanej wypowiedzi.

Nie tak znów dawno atak na Kościół przeprowadził były redaktor naczelny magazynu “Liberte”, który wystąpił jako support Donalda Tuska w czasie jego wizyty w Polsce w 2019 roku. Słusznie została ona wtedy odebrana przez Kościół “jako przejaw nienawiści i piętnowania ludzi wierzących”. Antykatolickie pomruki było słuchać w kampanii wyborczej Rafała Trzaskowskiego w roku 2020, gdy w roli oskarżycieli wystąpiła żona polityka. Miała żal, że Kościół nie poparł proaborcyjnej rewolucji. Pod tą antyludzką rewolucją podpisało się zresztą wielu polityków opozycji. Wypowiedź Nitrasa może być sygnałem, że wewnętrzna ideologia PO przeszła już do nowego – mówiąc sarkastycznie – bardziej “demokratycznego” etapu.

W czasach III RP rządziło utarte hasło mówiące, że Kościół za bardzo miesza się do polityki. W domyśle chodziło i duchownych a jeszcze bardziej o hierarchię. Co to konkretnie miało znaczyć? Zapewne, że Kościół w Polsce zachęcał do głosowania na partie choć deklaratywnie nie lekceważące elementarnych zasad sprawiedliwości, które głosi katolicka nauka społeczna, takich jak ochrona ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci czy poszanowanie dla wolności religijnej. Czy rzeczywiście Kościół za bardzo mieszał się do polityki? Odpowiedzi musi być ironiczna: powiedzieć, że biskupi katoliccy po roku 1989 byli przykładem chrześcijańskiej odwagi i zaangażowania w sprawy publiczne, to nic innego jak powiedzieć żart.

Coraz częściej zwracano też uwagę, że Kościół tak jak każda instytucja może brać udział w debacie publicznej, może wskazywać na zasady, które jego zdaniem powinny kształtować życie społeczne. Wypowiedź Sławomira Nitrasa może oznaczać w zasadzie zapowiedź nowej tendencji, która ten problem przekroczy. Czy usłyszeliśmy właśnie zapowiedź przyszłego ograniczania praw obywatelskich katolików reżimie jaki w Polsce zamierza wprowadzić PO po wygranych wyborach? To ciekawa kwestia.

Powtórzmy: “Musimy was opiłować z pewnych przywilejów, dlatego że jeżeli nie, to znowu podniesiecie głowę”. To jasna deklaracja, że opinia katolicka nie ma mieć swojego miejsca w “demokracji”, którą zamierzają zaprowadzić “liberałowie”. Jeśli chcemy uniemożliwić komuś podnoszenie głowy w sprawach publicznych, to znaczy, że nie traktujemy go jako uprawnionego uczestnika demokratycznej debaty, z którym możemy się nie zgadzać, ale jako zło podlegające eliminacji lub przynajmniej gettoizacji.

Warto się zastanowić co Sławomir Nitras ma na myśli mówiąc “o karze za to co się stało”. Za co katolicy ponoszą odpowiedzialność, która wymaga kary? Czy chodzi o słuszne i trwające kilka dekad zabiegi w sprawie ochrony życia zwieńczone częściowym sukcesem? Dodajmy, że jest to sukces pod rządami centroprawicy, która wcale tym zabiegom nie sprzyjała? Czy o sprawy Trybunału Konstytucyjnego i reformy sądów, które PO krytykuje, ale które krytykowali także przecież hierarchowie Kościoła tacy jak abp Gądecki czy abp Polak? Czy może chodzi o to by kogoś ukarać, znaleźć kozła ofiarnego za to, że PO, ta bezideowa partia władzy, odpadła od rządów na dwie kadencje?

Można się spodziewać, że wypowiedź Nitrasa wyraża taki właśnie duch ślepego rewanżu, w którym nawet nie ma nawet próby rozpoznania odpowiedzialności politycznej w jej całej złożoności. Widać skoro swego czasu Beata Mazurek powiedziała, że PiS jest partią katolicką to dla Sławomira Nitrasa znaczy, że tak jest. I gdy PO zostanie już wymarzoną przez jej członków monopartią z przybudówkami w postaci lewicy, ludowców i inteligencji od Hołowni, katolicy mają być poddani politycznej likwidacji, jako elektorat Jarosława Kaczyńskiego. Jak jednak Nitras wyobraża sobie poparcie dla swojego ugrupowania rzeczywiście katolickiego wyborcy w sytuacji, gdy głosi radykalnie antychrześcijański program? Inna sprawa która musi wybrzmieć: nazwanie PiS – przy wszystkich zaletach tego ugrupowania – “partią katolicką” jest zwykłym nadużyciem.

Niepokojące jest, że Tomasz Siemoniak całą sprawę skwitował słowami, które można podsumować sformułowaniem “oj tam, oj tam, to tylko słowa”. Całe lata słyszeliśmy od mędrców polskiego liberalizmu, że od słów zaczęły się w XX wieku najgorsze rzeczy. Czy teraz te ostrzeżenia już nie mają znaczenia?

Oczywiście jest sprawa gorsza od piętnowania katolików jako społeczności. Można powiedzieć, że my możemy zapłacić tylko zwykłą cenę jaką przydarza się płacić tym, którzy wchodzą w społeczne zaangażowanie lub konsekwentną odpowiedzialność za głoszone zasady. A te nasza są postrzegane przez klasę polityczną obecnej epoki jako swoiste malum. Tą sprawą gorszą jest majaczący za groźbami Nitrasa demontaż resztek chrześcijańskiego ładu publicznego jaki jeszcze mamy w Polsce. Ładu, który jest po prostu porządkiem godnego ludzkiego życia. Skoro dziś opozycja bez żenady wchodzi w buty partii zagranicy, partii brukselskiej, to po objęciu władzy nie będzie lepiej – obróci się prawdopodobnie tam gdzie będą frukty a nie dobro wspólne, choćby oznaczało to walkę z naturalną rodziną, bezbronnym życiem, przywiązaniem do prawdziwej religii. Chciałbym się mylić.

Ciągle jednak liderzy PO mogą odciąć się od antyrepublikańskiego ducha, którego głosi Sławomir Nitras, mogą też potępić jego wypowiedzi przedstawiciele innych głoszących demokratyzm i obronę praw konstytucyjnych ugrupowań – Koalicji Polskiej, Polski 2050, Lewicy. Ale skoro się nie odcinają to czy znaczy to, że wszyscy godzą się tym co mówi i tak widzą przyszłą Polskę?

Tomasz Rowiński

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »