Press "Enter" to skip to content

Jakie są prawdziwe motywacje decyzji papieża?

Wokół motu proprio „Traditionis custodes” dotyczącego mszy w tzw. rycie trydenckim panuje ogromna dezinformacja. Za oficjalną wersją wydarzeń kryje się o wiele bardziej ponura rzeczywistość.

Historia, którą przedstawiła nam Stolica Apostolska, brzmi w największym skrócie następująco: ojcowie Soboru Watykańskiego II chcieli reformy liturgii, która zrealizowana została przez posoborową komisję i św. Pawła VI. Niestety, część katolików powodowanych „nostalgią” nie chciała nowej mszy do tego stopnia, że niektórzy pod wodzą abp. Marcela Lefebvre’a nie wahali się przed krokami skutkującymi oskarżeniem ich przez Watykan o schizmę. Papieże Jan Paweł II i Benedykt XVI chcieli zażegnać spory, dlatego warunkowo dopuścili w Kościele rzymskim sprawowanie liturgii według mszału z 1962 r. Ich nadzieje jednak zawiodły. Pomylił się zwłaszcza Benedykt XVI, który ogłaszając w 2007 r. motu proprio „Summorum pontificum”, wierzył w dobre intencje tradycjonalistów.

Okazało się jednak, że to w dużej mierze ludzie krnąbrni i naruszający jedność Kościoła. Dlatego zatroskany papież Franciszek, po konsultacji z biskupami z całego świata, 16 lipca 2021 r. wydał motu proprio „Traditionis custodes” i odwołał decyzje swoich poprzedników, utrudniając sprawowanie mszy trydenckiej oraz wyrażając pragnienie, by w przyszłości nie było jej w ogóle, tak by w Kościele zapanowała wielka jedność liturgiczna. Tę historię – pełną monstrualnych uproszczeń także w jej warstwie „historycznej”, dotyczących lat posoborowych – w Polsce niemal bezkrytycznie przedstawiły wiernym największe kościelne gazety. Tłumaczenia Franciszka przekonały też najwyraźniej niektórych biskupów. Przykładem jest choćby biskup pomocniczy archidiecezji warszawsko-praskiej Jacek Grzybowski. Hierarcha udzielił niedawno wywiadu „Teologii Politycznej Co Tydzień”, w którym nie tylko zaprezentował genezę „Traditionis custodes” w pełni zbieżną z oficjalną narracją, lecz także wyraził się krytycznie o tych katolikach, którzy np. przyjmują Komunię Świętą na kolanach w tych parafiach, w których zwyczajowo przyjmuje się ciało Chrystusa na stojąco. W wywiadzie dla tego samego tytułu głos zabrał też biskup pomocniczy warszawski Michał Janocha, który raczył był określić mszę trydencką jako wyraz tradycji liturgicznej mającej 400 lat, bo – jak stwierdził – wcześniej było inaczej, to znaczy w pierwszych wiekach liturgia miała być „spontaniczna”. W obu wywiadach podobnych „kwiatków” jest więcej, nie chcę odnosić się do nich szczegółowo, bo jestem przekonany, że różnego rodzaju nieścisłości, które tam się wkradły, związane są po prostu z wyzwaniami chwili obecnej – biskupi mają po motu proprio Franciszka niemało pracy, utrudniając w swoich diecezjach sprawowanie liturgii w dawnym rycie gwoli budowy jedności, pokoju i zgody w Kościele. Chciałbym zwrócić uwagę jedynie na jeden aspekt całej sprawy, a mianowicie podjąć próbę odkłamania narzuconej nam przez samego Ojca Świętego opowieści o motywach, które stoją za „Traditionis custodes”.

PROROK GRILLO

Papież Franciszek powiedział nam, że jego list został wydany po konsultacjach z biskupami z całego świata. Rzeczywiście, w marcu 2020 r. Kongregacja Nauki Wiary wysłała do wszystkich ordynariuszy ankietę, prosząc ich o przedstawienie oceny realizacji motu proprio Benedykta XVI. Jednak wszyscy obserwatorzy życia kościelnego pamiętają, że obecny następca św. Piotra miał zwyczaj już nieco wcześniej publicznie narzekać na „sztywność” i „rygoryzm” zwolenników liturgii tradycyjnej. Już w roku 2016 – a więc cztery lata przed wysłaniem wspomnianej ankiety, która miałaby jakoby przesądzać o konieczności wprowadzenia ograniczeń – wyjawił, że jego zdaniem młodzi ludzie, którzy garną się do mszy trydenckiej, pozbawieni są „prawdziwej miłości”, a motywują ich raczej „poczucie zagrożenia” i „skostniałość”. Wkrótce wypowiedział też zdanie, które było szeroko komentowane w konserwatywnych mediach katolickich: „Reforma liturgiczna jest nieodwracalna”.

We własnym kręgu Ojciec Święty narzekał chyba na tradycjonalistów jeszcze bardziej. Do tego stopnia, że już w roku 2017 jeden z najbardziej wpływowych włoskich liberalnych teologów zapowiedział, że „Summorum pontificum” zostanie niedługo odwołane… Był to Andrea Grillo, wykładowca Papieskiego Instytutu Liturgicznego Świętego Anzelma w Rzymie. Grillo w cytowanej wypowiedzi ogłosił, że Franciszek jest zdeterminowany, by anulować dokument swojego poprzednika, a czeka tylko na to, aż ten umrze. Profesor gorąco popierał plany papieża – we Włoszech od dawna prowadził swoistą antytrydencką krucjatę. Nic dziwnego, że liturgia przedsoborowa nie leży temu „wybitnemu” teologowi. Uczony jest przecież otwarty na postulat udzielania błogosławieństwa parom homoseksualnym, wprowadzenia diakonatu kobiet czy zrewidowania nierozerwalności małżeństwa. Trudno te wszystkie elementy wkomponować w starą mszę, nieprawdaż? Tym bardziej że msza wczech czasów pełna jest wyrazów najwyższego kultu dla Eucharystii, a prof. Grillo nie jest bynajmniej przekonany o realnej obecności ciała i krwi Jezusa Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi. Podkreśla, że transsubstancjacja to nie jest dogmat. Andrea Grillo już w roku 2017 ogłosił, że los „Summorum pontificum” jest przesądzony, Franciszek deklaruje „nieodwołalność” reformy. Z perspektywy czasu to właśnie tamten okres można przedstawić jako moment, w którym powstaje „Traditionis custodes”, nawet jeżeli napisano je dopiero później. Tezę, że wszystko zostało obmyślone wcześniej, potwierdza też fakt kolejnej publikacji Grilla – z marca 2020 r. Tuż po rozesłaniu do biskupów ankiety z pytaniami o „Summorum pontificum” włoski teolog miał już gotowy plan działania na rzecz jego usunięcia. W jednym z artykułów zaproponował Franciszkowi przekazanie pełni władzy nad liturgią Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów oraz biskupom ordynariuszom. Postulował też całkowite usunięcie pozostałości po komisji Ecclesia Dei, którą w 1988 r. Jan Paweł II utworzył na potrzeby dialogu ze środowiskami tradycyjnymi. W „Traditionis custodes” Franciszek spełnił te postulaty jeden do jednego. Prorok, ten Grillo? Chyba tak – bo w momencie, w którym opublikował swój artykuł, Kongregacją Kultu Bożego kierował kard. Robert Sarah, zwolennik linii Benedykta XVI. Teoretycznie w tej sytuacji żadnych zmian nie należało się spodziewać. Sarah czekał jednak na przejście na emeryturę i Grillo musiał wiedzieć, że ten, kto go zastąpi, będzie miał zupełnie inne podejście. Tak stało się w istocie.

GRUPA Z SANKT GALLEN

W styczniu 2021 r. papież Franciszek wymienił skład Kongregacji. Kardynała Saraha zastąpił abp Arthur Roche, Brytyjczyk, protegowany kard. Cormaca Murphy’ego-O’Connora, jednego z członków wpływowej grupy z Sankt Gallen – tej samej, która na konklawe w latach 2005 i 2013 promowała kandydaturę Jorge Maria Bergoglia. Sekretarzem Kongregacji został bp Vittorio Viola, wykładowca tej samej uczelni co prof. Grillo, rzymskiego Anselmianum. Mentorem bp. Violi był bp Luca Brandolini, współpracownik abp. Bugniniego. Bugnini przekazał swój pierścień biskupi Brandoliniemu, Brandolini z kolei – Violi. Podsekretarzem Kongregacji Franciszek uczynił z kolei ks. Aurelia Garcíę Macíasa, który na Anselmianum uzyskał doktorat. Nowa ekipa natychmiast wzięła się do roboty. Nie musiała przejmować się ankietą – jej wyniki zostały przez Watykan utajnione, zatem można było z pełnym spokojem zrealizować napisany już dawno na Anselmianum plan. Tak się stało. Najpierw w marcu 2021 r. niemal całkowicie wyrzucono z bazyliki św. Piotra mszę trydencką, a wreszcie w lipcu ogłoszono feralne motu proprio. Gotowe. A tym, którzy sarkaliby, że to dyshonor wobec Benedykta, można zawsze powiedzieć: taka była wola biskupów na świecie, przeprowadziliśmy przecież badanie ankietowe. Kto chce, niech wierzy.

W świetle powyższych informacji uważam to jednak za naiwność. Rozumiem, że biskupi, także w Polsce, pragną wyjść naprzeciw oczekiwaniom Ojca Świętego. Nauczanie Kościoła wzywa przecież wszystkich katolików do tego, by okazywali posłuszeństwo następcy św. Piotra także wtedy, gdy nie przemawia ex cathedra. To posłuszeństwo nie może jednak zastępować ani eliminować krytycznego namysłu. Tymczasem w świetle przedstawionej wyżej – jak sądzę, prawdziwej – genezy „Traditionis custodes” uzasadnione jest nabranie poważnych wątpliwości co do zasadności wprowadzanych przez papieża rozstrzygnięć. Wygląda bowiem na to, że nawet jeżeli u ich źródła znajduje się duszpasterska troska Franciszka, to zarazem nie brakuje tam również solidnego ładunku radykalnej ideologii określonych gremiów eksperckich. Biskupi mogą użyć swojej władzy na różne sposoby, także po to, by tę sprawę wyważyć i oddzielić słuszne intencje od tych niewłaściwych. Pochopnie podjęte decyzje wprowadzające surowe ograniczenia można jeszcze zmienić. Tego wszystkim życzę, o to proszę.

Paweł Chmielewski

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »