Press "Enter" to skip to content

Prymas i bankruci

Dużo mówi się dzisiaj o naukowości i postępowości, tymczasem w stosunku do religii walka jest najbardziej wsteczna, nienaukowa i niekulturalna.

Zdaniem pewnych ludzi taka tylko bowiem może być walka z religią. Jak mało szanują oni samą walkę, najlepszy dowód, że biorą do tego ludzi, którzy zbankrutowali i przegrali najwspanialszą, bo kapłańską szansę życia. Tym ludziom zlecają walkę z religią, którą kochali, i walkę z Kościołem, który ich wydźwignął i wyniósł. Najlepszy to dowód, że sami nie szanują tej wielkiej walki, skoro zlecają ją takim ludziom i takim bankrutom. Bankruci zaś wysługują się. Jest to przecież generacja judaszów, która ma swego patrona, swój pomnik i która się odradza”.

Słowa wypowiedziane przez bł. Kard. Stefana Wyszyńskiego w wigilię roku 1960 do warszawskiego duchowieństwa po niemal 60 latach nic nie straciły na aktualności. Wręcz odwrotnie. Zważywszy na fakt, że parę dni przed beatyfikacją Prymasa Tysiąclecia wyliczaniem wszystkich jego wad zajął się jeden ze wspomnianych bankrutów, którzy „przegrali najwspanialszą szansę życia”, trafność tych słów jest tym bardziej uderzająca.

„Obirkowanie” prymasa (uczona wersja „opiłowywania” katolików) powtarza wszystkie, znane już od dekad schematy: jakiż to prymas był kostyczny, nietolerancyjny, jakże niebezpiecznie wiązał katolicyzm i nacjonalizm. No i był zbyt „ludowy”i maryjny. W tym ostatnim kontekście przypomina się uwaga abp. Fultona J. Sheena, że „wszelkie nabożeństwo do Maryi przeszkadza tym, którzy negują bóstwo Chrystusa lub winią naszego Pana z powodu tego, co mówi o piekle, rozwodzie i sądzie”.

Do grona niezadowolonych dołączył doktor habilitowany nauk społecznych i poseł Lewicy Maciej Gdula (ten od tropienia rasizmu w powieściach Henryka Sienkiewicza). Jak wyznał, zepsutą miał sobotę 12 września telewizyjnymi transmisjami uroczystości beatyfikacyjnych kardynała. Nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, czytając jego twitterowe żale, że kanonizację Prymasa Tysiąclecia uważa za rzecz pewną, bo już drży na samą myśl, co wtedy będzie się działo w przekazach telewizyjnych.

Porzucając temat „obirkowania” kard. Wyszyńskiego w wykonaniu uczonych mężów, warto jednak zatrzymać się nad zagadnieniem, co po beatyfikacji. Drżeć można na myśl, że ta uroczystość zostanie przez miliony katolików w Polsce potraktowana na zasadzie „mamy to”, czytaj: mamy kolejną podobiznę w albumie wielkich Polaków i nic poza tym. Drżeć można na myśl, że i tym razem – jak po kanonizacji Jana Pawła II – wielkie duchowe oraz intelektualne dziedzictwo wyniesionego na ołtarze wybitnego pasterza Kościoła i męża stanu zostanie albo zredukowane do jednego „non possumus”, albo do jednej przejmującej sceny homagium podczas inauguracji pontyfikatu papieża z Polski.

A przecież wszyscy powinniśmy zaczytywać się tekstami pozostawionymi w olbrzymiej spuściźnie błogosławionego. Zacytowane na początku tego felietonu słowa pochodzą z szóstego tomu jego „Dzieł zebranych” (Wydawnictwo Soli Deo). Tylko w tym jednym tomie można wyławiać wiele słów – pereł, które są drogowskazami życiowymi dla wszystkich, bez względu na wiek i stan. Jak chociażby te skierowane w listopadzie 1960 r. do studentów KUL: „Pragniemy waszej wiary, Młodzieży! Nie chcemy jednak, byście ślepo wierzyli. Pogłębiajcie swą wiarę przez proces rozumny tak daleko, jak daleko jest to możliwe”.

W czasach, gdy wielu młodych ludzi nie miało szansy dowiedzieć się od swoich duszpasterzy, że wiara nie równa się uczuciu, że nie można jej utożsamiać z dobrym samopoczuciem, takie słowa błogosławionego prymasa są jak znalazł.

Podobny walor mają te wypowiedziane we wrześniu 1960 r. podczas konsekracji warszawskiego kościoła św. Jakuba: „Najmilsi! Pamiętajcie o jednym: jeśli wasze dzieci nie będą miały Boga w sercu, to nie będą miały siły walczyć o swą wolność”. Te dzieci „pokolenia milenijnego”, wychowanego na Wielkiej Nowennie (cóż za „rygoryzm”!), 20 lat później utworzą wielką Solidarność, od której zaczął się marsz – nie tylko naszego narodu – ku wolności.

W obliczu typów spod wielu gwiazdek i czerwonych piorunów trzeba powtarzać diagnozę błogosławionego prymasa: „Zawsze znamieniem niewolniczych zapędów jest walka z Kościołem. Kto ją podejmuje, ten naprzód walczy z Bogiem, a jeśli z Bogiem, to i z Jego dziećmi”

Grzegorz Kucharczyk

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »