Press "Enter" to skip to content

Synod o synodalności musi budzić niepokój

Po przeczytaniu dokumentu przygotowawczego – Vademecum – do zaplanowanego przez Papieża Franciszka Synodu o synodalności nie sposób się nie niepokoić przynajmniej niektórymi zawartymi tam sformułowaniami.

Zresztą cały sprawia wrażenie, że jest nastawiony na psychologiczne urobienie czytelnika do tego, by zgodził się wewnętrznie, że Kościół potrzebuje zmian – może radykalnych – które nie są do przyjęcia w zwyczajnym trybie roztropnego rozwoju doktryny. Ten jak wiadomo nie prowadzi do zaprzeczenia dawniej sformułowanym prawdom.

Możemy choćby przeczytać, że w synodzie “nie chodzi o angażowanie się w debatę po to, by przekonać innych. Jest to raczej przyjmowanie tego, co mówią inni jako sposobu, w jaki objawia się Duch dla wspólnego dobra (1 Kor 12,7).” Jeśli nie ma być prawdziwej debaty, to znaczy, że całe “rozeznawanie”, do którego namawia Papież ma być scedowane na osoby zarządzające synodem. To skrajny klerykalizm. Było już tak w 2014 i 2015 roku, gdy podczas synodów o rodzinie sekretariaty synodalne próbowały ukierunkować teksty dokumentów podsumowujących w oderwaniu od tego co rzeczywiście przygotowano i mówiono w czasie obrad.

W innym fragmencie czytamy, że “w pełnym uczestnictwie w akcie rozeznawania ważne jest usłyszenie przez ochrzczonych głosów innych ludzi w ich lokalnym środowisku, w tym osób które porzuciły praktykowanie wiary, osób innych tradycji wiary, ludzi niereligijnych itd.” Czy wynika z tego, że jednym ze źródeł współczesnej wiary Kościoła i wyznawanych w nim zasad moralnych ma być głos ludzi faktycznie niewierzących? Owszem w sprawach duszpasterskich można czasem zapytać osoby z pobrzeży czy można im jakoś pomóc zbliżyć się do Kościoła. Ale synody Franciszka – wbrew promowanej narracji – nie zajmują się sprawami duszpasterskimi ale są majsterkowaniem przy doktrynie, przy słowach Chrystusa – jak to miało miejsce w sprawach małżeństwa i kapłaństwa.

Przywołam jeszcze jeden fragment: “Musimy być gotowi do zmiany naszych opinii w oparciu o to, co usłyszeliśmy od innych. Często możemy mieć opór przed natchnieniami Ducha Świętego, który próbuje pobudzić nas do działania. Jesteśmy wezwani do porzucenia postawy samozadowolenia i komfortu, które prowadzą do podejmowania decyzji wyłącznie na podstawie tego, jak sprawy miały się w przeszłości.”

Dokonajmy najbardziej niebezpiecznej interpretacji tego fragmentu. Jeśli świat ludzi niewierzących powie nam, że Chrystus mylił się w takiej czy innej sprawie – to być może powinniśmy uznać to za działanie Ducha Świętego. Czy Vademecum przyjmuje że Objawienie, wbrew wierze Kościoła, nie skończyło się? Czy nie jest tu podana pałka, którą co do zasady można będzie okładać na synodzie ortodoksów zwanych potocznie “konserwatystami”? Jeśli ktoś by uznał, że moja interpretacja jest skrajna, to mogę powiedzieć tylko tyle – doświadczenie podpowiada, że tam gdzie w sprawach wiary i moralności czy pewnej praktyki kościelnej, uchyla się furtę szybko można znaleźć szeroką bramę. Tu taka furtka zdecydowanie jest. Jeśli połączyć ją z niedawną pacyfikacją tradycjonalistów dokonaną przez ograniczenie dostępności Mszy tradycyjnej możemy uczciwie sądzić, że nieprecyzyjne sformułowania Vademecum mają swój precyzyjny cel. I nie ma powodu by te sformułowania nie zostały użyte.

Tomasz Rowiński

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »