Press "Enter" to skip to content

Pięknie to Pan Bóg poukładał…

Bycie mamą to miłość największa, przetykana zmęczeniem, troską, nerwami, świeceniem twarzą i zdziwionymi oczami. To laurki trzymane na zawsze w najcenniejszych pudełkach, dzienniczki spuchnięte od uwag, znajdowane niedopałki papierosów, słowa, które nie docierają, przyklejane plastry na kolana, przykrości wkrawające się w serce i przenigdy nie odcięta duchowa pępowina.
Ile razy zwracasz uwagę, podnosisz głos, zdziwione brwi, zakazujesz, szlabanujesz, pozwalasz na bolesne konsekwencje, ukracasz roszczenia, przyjmujesz przeprosiny albo sama pękasz i potem przepraszasz? Dużo. Często.
No i jest sobie taki Janeczek, który przenigdy nie przykombinował żadnego kłamstwa, nie wydarł ze mnie grama irytacji czy złości. Owszem kilka razy zalał górną łazienkę, a raz to nawet tak, że skąpał wodą oba piętra, ale to się nie liczy.
Janek nigdy nie dostał szlabanu, nie zrobił przykrości, nie marudził o to czy tamto, nie zrobił afery o nie takie buty czy plecak. Dziecko, które zawsze kocha i które ja też tylko i wyłącznie kocham.
Jaś nie mówi. A jednak jest dzieckiem, z którym jestem najmocniej sklejona. Rozumiemy się bez tych słów prawie zawsze. Przez tyle lat Janek nie wyrósł z tej radości zabawy ze mną, tej chęci przytulania się, bycia obok. Dla żadnego z moich dzieci nie byłam nigdy tak długo najważniejsza i tak długo atrakcyjna.
Macierzyństwo, w którym miłość i tylko miłość i to taka bardzo okazywana, krąży sobie niczym nie rozpraszana.
Tak mam! Mam dziecko, które kocha miłością zjawiskową, cudem jakimś wpisaną w moje macierzyńskie doświadczenie.
Bycie mamą Jasia to niewyobrażalny żadnym innym macierzyństwem interwał miłości, tak przemocnej, że aż uginają się pod tym niezasłużonym szczęściem kolana…
Pięknie to Pan Bóg poukładał… Gdyby nie Jaś, to nie umiałabym sobie wyobrazić nawet, że można kochać aż tak.

Barbara Konarska

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »